|
o nas Feliks Jasieński Manggha o sztuce japońskiej Japończyk - to rycerz artysta W duszy ideał trójjedyny: honor, ojczyzna, sztuka Więc oręż: szabla, więc szabla - dzieło sztuki. Oręż straszliwy, arcydzieło niedoścignione wszechświatowej sztuki płatnerskiej. Dzieło sztuki misterne jako wykonanie, o cechach na wskroś narodowych, wytworne jako całość; klinga zdolna sprzątnąć łby z kilku karków, od jednego tylko umiejętnego zamachu; a reszta - cacka, pole do popisu dla artystów-rzemieślników i rzemieślników-artystów: rysowników, cyzelerów, szmuklerzy, lakierników; niewyczerpana kopalnia pomysłów, prostych, a zdumiewających; wykonanie - bez zarzutu. Wszędzie i zawsze ujawnia się geniusz dekoracyjny, umiłowanie zadania: staranność mająca źródło we wrodzonej finezji i zapał, którego wynikiem świeżość, to niby coś od niechcenia, pociągające niesłychanym wdziękiem. (...) Skromny krążek metalowy, siedem centymetrów - przecięciowo - średnicy; tsuba. Ten drobny krążek oddzielający rękojeść od klingi, z otworem na klingę w środku i dwoma bocznymi otworami, w których mieszczą się główki sztylecików wsuniętych w ścianki pochwy, zrobionych z drzewa rozmaicie rzeźbionego, lakierowanego i zdobionego - to wymowne, zupełnie wystarczające świadectwo kultury artystycznej stojącej na niesłychanie wysokim poziomie, przenikającej całokształt życia narodowego. Istnieją specjalne zbiory gard do szabel, składające się z setek i tysięcy sztuk; dwie zupełnie do siebie podobne w ogóle nie istnieją. Żelazo kute, bardzo rzadko lane, brąz, żelazo inkrustowane, czasami złotem lub srebrem zdobione, jeszcze rzadziej emalią. Japończycy drogich kamieni w ogóle do dekoracji nie wprowadzają i na sobie nie noszą. Jeżeli przepych, to zawsze dyskretny. Gardy to cacka cenne, nie z powodu kosztowności materiału, lecz jako niesłychane misterne wcielenie, dzięki zręczności cyzelerów, niesłychanie wdzięcznych pomysłów artystów rysowników, w pomysłach niewyczerpanych. Na gardach można odnaleźć wszystko to, co nas otacza, począwszy od źdźbła trawy, skończywszy na chmurach; ale zużytkowanie materiału, przetłumaczenie natury na sztukę, oglądanej indywidualnie przez poszczególne indywidualności pod kątem narodowościowym - oto, co podziw budzić i w zachwyt wprowadzać musi. Motywy geometryczne, świat roślinny i zwierzęcy, kompozycje figuralne i pejzażowe - wszystko tam znaleźć można. A wykonanie waha się między umyślną, brutalną prostotą, z której dla znawcy wyziera jednak zawsze wysoka kultura, a filigranową subtelnością graniczącą z czarną magią. (...) Niesłychana pomysłowość oraz wdzięk i finezja wysuwają się na pierwszy plan we wszystkich dziełach sztuki japońskiej, a więc i w brązach. Dział to jeden z najstarszych i najbogatszych. Forma wazonów, kadzielnic, lichtarzy, przeróżnych cacek jest istną rozkoszą dla oka. Zwierzęta, traktowane bądź naturalistycznie, bądź stylizowane, należą do najprzedziwniejszych arcydzieł sztuki ogólnoludzkiej, a posiadają zawsze w wysokim stopniu charakter narodowościowy. Subtelne cacka, przedziwne drobiazgi; wdzięk, elegancja, słoneczność, małpia zręczność w wykonaniu, małpi spryt w pomyśle i tutaj, jak wszędzie i zawsze, ale - jak wszędzie i zawsze - jest co innego, przy szerokim, Jasielski sprawiedliwym ogarnięciu całości. Plastycy - przede wszystkim! I tak być winno; bo sztuka plastyczna, która nie jest przede wszystkim plastyczną, nie ma racji bytu; ale plastycy nie bezmyślni i nie bezduszni. Jest w tej sztuce wszystko: myśl, dusza, wyraz, szeroki rozmach, groza i melancholia. Do tego wszystkiego trzeba chcieć i umieć dotrzeć poprzez ukwiecone gałęzie, których się czepiają w bajecznie uchwyconych ruchach, a iście po japońsku oddane taki, poprzez tłum kobiet o twarzach stylizowanych, przebranych w cudownie skomponowane barwne stroje, albowiem skomponowane przez najsubtelniejszych kolorystów świata. (...) Na krańcach Azji, z Oceanu Spokojnego, o krok od najprzepastniejszej głębiny, jaka istnieje na kuli ziemskiej, wyrasta cztery niemal tysiące wysp; wysp ciągnących się jak rozsypany szmaragdowy naszyjnik od mrocznej północy ku południowi pełnemu żarów i blasków, górzystych, o poszarpanych brzegach, przedziwnie tym samym malowniczych, o przebogatej i różnorodnej roślinności. A nad wyspami, niby potężny i groźny władca, wzbijając się nad chmury, panuje straszliwy niegdyś, a dziś niemy wulkan - Fuji. Olbrzym formy stożka, którego czub pokrywa śnieg - od wieków - na wieki. (...) Nie było może, nie ma i nie będzie w historii sztuki ludzkości popularniejszego tematu, tematu, którego opracowanie wydałoby lub wydać by zdołało taką ilość dzieł pierwszorzędnej wartości, jasielski tak różnolitych pod względem indywidualnego traktowania tematu i materiałów, w które pomysły wcielone zostały. Fuji to prawie Japonia; Fuji w sztuce japońskiej to prawie sztuka japońska. (...) Japończycy pragnęli mieć wszystkie różnolite piękności ojczyzny swej wciąż przed oczyma (...). Naród chodzi oczarowany, nienasycony, patrzy i patrzy na cuda przyrody, Jasielski gdy ognista kula, której wyobrażenie widnieje na sztandarach, chyląc się Jasielski wolna w glorii purpury i złota, zniknie wreszcie za potężnie oddychającą piersią wód bezkresnych, gdy zapłoną różnobarwne, zdobione rozmaicie, kuliste, papierowe latarnie, wtedy naród siada na subtelnych, czyściutkich matach, wydobywa Jasielski kieszeni i szufladek stosy albumów, Tokaidów i Mang i, popijając herbatę, wchłania w siebie te cuda przyrody, przetłumaczone na język czarującej, przecudnej przyrody (chyba sztuki?). Naród szalony, cierpiący na obłędną obrazkomanię. (...) Więc armie artystów ruszają przed siebie, by tym "chorym" rzeszom dostarczać uciech, Jasielski w sobie gasić nieugaszoną żądzę tworzenia. Interesuje ich cały świat otaczający: od mrówki na źdźble trawy i siatki pajęczej, poprzez niebotyczne, mroczne bory szpilkowe gaje gibkich bambusów szeleszczących subtelnymi, wydłużonymi listkami, które odtwarzać należy jednym uderzeniem pędzla umaczanego w tuszu, miasta rojące się tłumem różnobarwnym, ciche wioski rozsiane na zwierciadłami jezior, ukryte w chłodzie i pachnącej wilgoci wąwozów, gdzie huczą i lśnią białą pianą wodospady, pod ścianami barczystych, Jasielski niskich zamków i bajecznych, koronką rzeźb okrytych świątyń, wśród mroku których, majaczejąc dyskretnie sczerniałym złotem, drzemią, roztopione w nicości, Jasielski mądrym, pobłażliwym, bo wszystko rozumiejącym, Jasielski od wszystkiego na zawsze oderwanym półuśmiechem, posągi Buddy; prowadzą nas ci czarodzieje, mimo żaru, ulew lub zadymek, burz i mgieł, na dzikie szczyty, ponad chmury, wśród których igrają zygzaki piorunów; przed niezmierzone i niezgłębione fale oceanu szepczącego potężną, monotonną, wiekuistą pieśń wszechbytu. Na czele kroczy zgrzybiały, Jasielski cudownie młody, pełen ognia i zapału Hokusai, pracownik niestrudzony, twórca stu tysięcy dzieł, podpisujący się: starzec dotknięty obłędną manią rysowania, zapewniający po rozpoczęciu ósmego krzyżyka, że teraz zaczyna rozumieć, o co właściwie chodzi, i ma nadzieję, że stworzy wreszcie coś rzeczywiście artystycznego (żył lat osiemdziesiąt dziewięć). Za nim podąża Hiroshige, którego cała twórczość jest prawie wyłącznie hymnem na cześć krajobrazu ojczystego. Ci dwaj artyści nie tylko wznieśli nieśmiertelny pomnik cudownym pięknościom krainy, stworzonej jak gdyby przez genialnych artystów dla artystów, nie tylko byli, są i będą dostarczycielami rozkosznych chwil dla dusz sztukę i naturę miłujących, lecz, przez zapoznanie artystów europejskich z własnym sposobem patrzenia na naturę i odtwarzania natury, spowodowali rewolucję w europejskim pejzażowym malarstwie dziewiętnastego wieku. Cudowna kraina! Cudowni ludzie! Cudowna sztuka!
|