Maciej Zychowicz
DROGA
Wystawa rzeźb i rysunków
5 kwietnia (wtorek) godzina 18.00
wystawa czynna do 15 kwietnia
Maciej Zychowicz - DROGA - cykl rzeźb (brąz, kamień) i rysunków.
Nie wiele symboli jest tak pojemnych semantycznie jak droga. Pierwsze odniesienia, które podsuwa intuicja, dotyczą przecież i ludzkiego losu, i przemiany, rozwoju, duchowości, święta, ruchu, wreszcie sztuki. Wszystkie te pojęcia spaja kategoria czasu.
Dlaczego przywołuję tu pojęcie czasu? Otóż czas jest jednym (i ważnym) z kryteriów, którymi opisujemy drogę. Istnieje między nimi wspólnota egzystencjalna – obydwa te pojęcia współtworzą podstawową tkankę ludzkiego losu - ale jest też więź bliższa. Każda droga ma swój własny czas – czas, który wyodrębnia ją z linearnego, historycznego czasu codzienności.
W toku życia nabieramy różnych kształtów, form i masek, które tworząc kolejne warstwy osobowości wcale nie przydają jej głębi, ta bowiem zawsze bliska jest prostoty.
Witold Gombrowicz, intelektualny mistrz mojej młodości, w swoim pesymizmie uważał, że człowiek, kształtowany i determinowany przez „kościół międzyludzki”, nie może się wyzwolić z narzucanych mu form, „nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę”. Przyklejone kształty, konwencje, wyobrażenia o sobie i swoim miejscu w świecie potrafią przylgnąć z taką siłą, że nie umiemy już zobaczyć swojej prawdziwej twarzy, a często nie domyślamy się nawet jej istnienia.
Ocalenie może przyjść w niespodziewanym czasie i nieoczekiwanych okolicznościach. W doświadczeniu drogi ujawniają się wszystkie nasze słabości, ale też cała nasza siła. Niezwykła sprawdzająca moc drogi (wysiłku, wieku, doświadczenia) potrafi zetrzeć z twarzy maskę, zedrzeć irytujący kostium, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić.
Te opadające formy – próbuję się nimi zająć w rzeźbach i rysunkach z cyklu Droga -są czasem patetyczne, czasem groteskowe. Mogą być gładką skórą, z której już wyrośliśmy (ale która podnosi jeszcze nasze wyobrażenie o sobie) albo wytartym łachmanem. Choć przylegały kiedyś ściśle, odbieramy je jako cudze; choć były już bardzo oswojone, widzimy je jako przesadne. Kiedy je nosiliśmy, denerwowały nas; teraz, kiedy opadają, potrafią jeszcze kusić. Opadając, odsłaniają nagość – niekoniecznie bardzo piękną, ale rzeczywistą. Nagość, doświadczona trudem i kurzem drogi, jest chropawa i prosta. Zgubiony bagaż można zobaczyć jako odzyskane ubóstwo.
Jeszcze kilka słów o drodze w bezpośrednim kontekście mojej pracy. Tą podstawową drogą do rzeźby, moim pierwszym odruchem i praktyką jest zapisywanie myśli i wizji na papierze - rysunek.
Ten swoisty moment, kiedy rzeźba jest już tworem wyobraźni, a jeszcze nie posiada „ciała” (materii, ciężaru), jest jeszcze pozbawiona wszelkich obciążeń i niedoskonałości materiału i warsztatu - jest samą tylko możliwością - frapuje mnie szczególnie i popycha do tworzenia rysunkowych „rzeźb zastępczych”. Te duże rysunki (przeważnie o wysokości 2,30 m) powstawały zrazu dla „powiedzenia sobie”, jak działałyby rzeźby, których z różnych względów nie mogę aktualnie zrealizować. Z czasem ten rodzaj ekspresji usamodzielniał się, budując niekiedy raczej dialog z przyszłą rzeźbą niż jej prostą zapowiedź. Rysunkowa gra z przestrzenią stwarza odmienne możliwości niedookreślenia, otwarcia, ulotności. Biel papieru może znaczyć zarówno światło, jak i nieobecność (otwarcie formy, negatyw); może być też zawieszeniem myślenia, przerwaniem narracji, pozostawieniem pola niewiadomemu.
Rysunki te często znajdują swoją kontynuację i „ucieleśnienie” w rzeźbie; bywa, że pozostają autonomiczną formą wypowiedzi.
www.maciej-zychowicz.pl